sama o sobie, świat & ludzie

Życie płynie

Smutno mi dzisiaj. Mnóstwo myśli o przemijaniu. O tym, że czas się kurczy. Że to już właściwie koniec moich ostatnich beztroskich chwil na macierzyńskim – zaraz kolejne ferie, potem wakacje, a potem powrót do pracy. Więc można powiedzieć, że to ostatnie beztroskie chwile w życiu. Potem już tylko orka i ogarnianie. Przytulam się do główki Anieli, chłonę, kocham całą sobą, a jednocześnie tak bardzo już mi żal, że to się zaraz skończy. Kocham ją tak bardzo, że chyba pęknie mi serce. Że NIGDY już nie będzie mniejsza. Że ja NIGDY już nie będę młodsza. Że ona zaraz będzie dorastać, a ja nie wiem, co robi się z normalnym dorastającym dzieckiem. Nie wiem, o czym się rozmawia, jak się rozmawia. Jak mam jej wytłumaczyć różne skomplikowane kwestie ? Co mam zrobić, żeby była fajnym człowiekiem? Tak bardzo boję się, że znienawidzi mnie myśląc, że urodziłam ją po to, żeby zajmowała się H. Tak bardzo tego nie chcę. Boję się też, że umrę, zanim zobaczę, jakim człowiekiem się stała. Że umrę, zanim załatwię Heli spokojną przyszłość. Boję się tak bardzo tego wszystkiego. Wiem, że tyle jeszcze przed nami. Że ja już mam tyle lat, mam dzieci, a moi rodzice nadal mają się dobrze. Mam szansę to wszystko zobaczyć u Anieli. A z drugiej strony wydaje mi się przerażające, ile jeszcze trzeba będzie po drodze przeżyć smutnych rzeczy. Bo nie ma opcji, żeby ich nie było. Ile trudów, ile łez, ile śmierci innych osób? Świat jest taki zły, a ja tak bardzo chcę, żeby moja córka była dobra. Tak bardzo nie chcę, żeby zaimponowały jej koszmarne rzeczy, którymi teraz fascynują się nastolatki. Tak bardzo się boję, że nie będę potrafiła jej uchronić. Boję się też, że będę z zazdrością patrzeć na jej młodość, jako osoba, która nie może pogodzić się z przemijaniem.

Dopiero co byłam młoda. Dopiero co byłam na stypendium. Przecież to było dosłownie przed chwilą.  Przed chwilą była 2 klasa liceum,  padał śnieg, jedliśmy w szkole na śniadanie bułki z Gerberem, a ja marzyłam słuchając Cher „Believe”. Czuję tę zimę. Do dzisiaj czuję , że była jakaś taka bardziej. I sporo mam takich silnych wspomnień związanych z dźwiękiem i zapachem. Dym z komina na feriach w górach. To dziwne podniecenie podczas wyjazdów na narty – jednocześnie radość i podziw dla widoków, dla powietrza, a z drugiej strony niepewność i złe samopoczucie na wysokości. Jednoczesne marzenie, żeby tam być, a na miejscu , żeby najszybciej wrócić. Mam wrażenie, że to wszystko było tak niedawno. A jednocześnie nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co dokładnie czułam, kiedy H. leżała na oiomie. Poza śniadaniami w Karmie i ściskaniem w żołądku w okolicy Pl. Zbawiciela nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak to możliwe, że funkcjonowałam. Wracałam ze szpitala do domu i co robiłam ???? Nie mam pojęcia. Poza tym, że modliłam się, żeby nie zadzwonili.

Przytłaczają mnie też  problemy innych. Terapeutka mówi, że za zbyt dużo osób czuję się odpowiedzialna. Nie potrafię nie. Do niedawna włączałam na noc tryb „Samolot’. Teraz się boję. Może coś się stanie? Może ktoś będzie mnie potrzebować? Czas mi się kurczy, a ja nie skończyłam żadnego serialu, przeczytałam za mało książek, za mało ugotowałam ani nawet nie nauczyłam się robić smoky eye. Zamiast żyć przez cały czas w teraz (co na szczęście czasami mi się udaje, kiedy znajduję przyjemność w małych rzeczach), tracę za dużo czasu na martwienie się tym, że to przyjemne teraz zaraz się skończy. To nielogiczne. Ale dobrze, że chociaż trochę potrafię. Nie załamuję się. Nie wpadam w histerię. Jestem w miarę racjonalna i opanowana. „Potrafię” jakoś żyć.  Moje zmartwienia nie przytłaczają mnie aż tak bardzo, ale i tak chciałabym, żeby ich nie było. Potrzebuję chyba więcej pobyć ze sobą, a mniej z internetem i życiem  innych.

 

Photo by Aron Visuals on Unsplash

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *